detoks

10 PRZYKAZAŃ WIOSENNEGO DETOKSU DLA POCZĄTKUJĄCYCH

Jeśli od dziesięciu lat żywimy się śmieciowym żarciem i nagle zaczniemy pić tylko sok z selera i jarmużu, to się aktywują hormony stresu. Ciało powie “ratunku, co tu się odpier***a?!”. I poczuje zagrożenie. W efekcie zamiast się oczyszczać, skupi się na robieniu zapasów. Serio. Taki stres jest średnim przyjacielem detoksu. W ogóle jest średnim przyjacielem naszego ciała. Dlatego, jeśli nie dbamy o zdrową dietę na co dzień, to lepiej zacząć od mniej radykalnego oczyszczania. Wybrać sobie kilka z poniższych przykazań, może tylko jedno, i sobie obserwować, jak ciało się zachowuje.

Wiosna w tym roku trochę się bawi z nami w chowanego, ale jednak mamy już koniec marca. Kiełkują nie tylko nasiona, ale też pomysły w naszych głowach – na przykład, żeby sobie zrobić wiosenny detoks. Zanim jednak przejdziemy do tego, jak zrobić to osławione oczyszczanie wątroby, pochylmy się chwilę nad bardzo ważnym pytaniem:

PO CO W OGÓLE ROBI SIĘ DETOKS?

Różne można mieć motywacje. Wiele osób, zauważyłam, chce robić detoks, bo gdzieś przeczytało, że dobrze jest zrobić sobie detoks. Że dwa tygodnie się pocierpi i od nowa będzie można się truć. Niektórzy chcą zrobić detoks, bo ktoś znajomy sobie zrobił detoks. Czasem czujemy, że się zapuściliśmy z naszymi nawykami i pomysł, żeby się oczyścić przychodzi w momencie, kiedy zaczyna nam trochę siadać zdrowie. Albo przytyliśmy 5 kilo, bo pandemia, praca zdalna, stres trzeba zajadać batonikami. Albo chcemy “zacząć wszystko od nowa” i myślimy, że detoks to dobry początek na zrewolucjonizowanie swojego życia. Jest też taki bardzo mały promil ludzi, którzy naprawdę czują, że chcą zrobić dla siebie coś dobrego i się swoją wątrobą zaopiekować i trochę jej ulżyć. Tak z miłości do swojego ciała. Bo wierzą, że w zdrowym ciele zdrowy duch.

Tak naprawdę każda motywacja jest dobra, o ile się ten detoks robi z głową i na miarę swoich możliwości.

Poniższe przykazania napisałam dla wszystkich osób, które tak średnio panują nad swoimi nawykami i w tę zdrową dietę jeszcze tak za bardzo nie potrafią, ale coś ich jednak do tego zdrowszego stylu życia nieśmiało ciągnie. Od czegoś trzeba zacząć. Niestety zaczynanie od tygodniowej głodówki albo picia samych soków przez miesiąc może w tej sytuacji nie wyjść na dobre. Dlaczego? Bo…

CIAŁO NIE LUBI DRASTYCZNYCH ZMIAN

Każdy chyba wie, jak to się kończy, kiedy w święta się nażremy jak świnie (nie obrażając świń) i potem mówimy “już nigdy tyle nie zjem”. Albo kiedy się urżniemy na imprezie jak świnia (nie obrażając świń) i potem mówimy “już nigdy nie wezmę alkoholu do ust”. Ciało ma wtedy naprawdę od cholery roboty, żeby nas przywrócić do formy i wywalić z organizmu wszystkie toksyny. Dla ciała takie przejedzenie czy upojenie to jest szok. Dlatego boli. Z detoksem jest podobnie, tylko w drugą stronę. To też może być szok.

Jeśli od dziesięciu lat żywimy się śmieciowym żarciem i nagle zaczniemy pić tylko sok z selera i jarmużu, to się aktywują hormony stresu. Ciało powie “ratunku, co tu się odpier***a?!”. I poczuje zagrożenie. W efekcie zamiast się oczyszczać, skupi się na robieniu zapasów. Serio. Taki stres jest średnim przyjacielem detoksu. W ogóle jest średnim przyjacielem naszego ciała. Dlatego, jeśli nie dbamy o zdrową dietę na co dzień, to lepiej zacząć od mniej radykalnego oczyszczania. Wybrać sobie kilka z poniższych przykazań, może tylko jedno, i sobie obserwować, jak ciało się zachowuje. Jeśli czujemy się lepiej, to dodawać kolejne.

No to zaczynamy!

10 PRZYKAZAŃ WIOSENNEGO DETOKSU

PO PIERWSZE: NIE JEDZ SYFÓW (ALBO CHOCIAŻ ZREDUKUJ)

Niejedzenie syfów wcale nie jest takie proste, bo te syfiaste produkty patrzą na nas z każdej półki w sklepie. Generalnie w tym przykazaniu chodzi głównie o ograniczenie produktów wysokoprzetworzonych, czyli wszelkich wędlin, parówek, gołąbków w słoiku i innych takich gotowców, czipsów, naczosów, zupek chińskich, płatków śniadaniowych, kolorowych jogurcików, serów w plasterkach na plastikowych tackach, itp.

Innymi słowy: wszystkiego, co ma w składzie konserwanty, barwinki i inne E, tłuszcze utwardzane, substancje zagęszczające, substancje stabilizujące, cukier, glutaminian sodu, i tak dalej.

PO DRUGIE: NIE PIJ SYFÓW (ALBO CHOCIAŻ OGRANICZ)

Syfy w płynie to praktycznie wszystkie kolorowe napoje zawierające cukier (i inne chemiczne dodatki). Kawa i czarna herbata też. Alkohol też. A także wszystkie napoje gazowane z rodziny “bez cukru”. No bo to “bez cukru” często jest jeszcze większym dramatem. Napoje owocowe, które nie są świeżym sokiem 100% z krótką datą ważności, często też są słodzone cukrem i są pasteryzowane, co oznacza, że większość witamin już się ulotniła.

Polecam zamiast kieliszka wina strzelić sobie kieliszek zakwasu z buraków – kolor ten sam, a ile więcej szczęścia dla wątroby. Zamiast kawy można pić napar z żeńszenia (lub od biedy kupić sobie jakiś dobry wyciąg w tabletkach). Wg Medycyny Chińskiej żeńszeń działa podobnie jak kawa – dodaje energii, różnica jest taka, że kawa aktywuje naszą energię, którą mamy w zapasie, a żeńszeń dodaje energii bez zużywania zapasów. Można też spróbować “kawy” roślinnej, np. z cykorii, z konopi lub – moje ostatnie odkrycie – z topinamburu z mniszkiem. Doprawione cynamonem i kardamonem oraz odrobiną miodu są naprawdę spoko.

PO TRZECIE: PIJ WODĘ, BĘDZIESZ CZYSTSZY

Woda wypłukuje toksyny z organizmu, więc żaden detoks się nie uda bez sikania. Inaczej to, co wątroba uwolni, będzie nam śmigać dalej po ciele.

Nie będę pisać, ile to jest dużo wody – sam musisz ocenić. Może na początek wystarczy pić więcej niż zwykle. Polecam zacząć dzień od szklanki ciepłej wody z cytryną lub łyżką octu jabłkowego (lub innego żywego).

Jedna uwaga: wodę dobrze jest pić między posiłkami, minimum pół godziny przed i/lub po. I żeby nie była z lodówki – bo żołądek nie lubi zimnych napojów.

PO CZWARTE: MNIEJ MIĘSA (A NAJLEPIEJ WCALE)

Może nie każde mięso to syf, ale większość mięsa, zwłaszcza to supermarketowe, jest bardzo kiepskiej jakości. W dodatku jedzenie mięsa codziennie obciąża nasze jelita, a to nie pomaga w detoksie. Bo detoks to też dobra kupa. Jeśli więc musisz jeść mięso, to wybieraj takie ekologiczne.

Nie będę się rozpisywać o szkodliwości nadmiaru mięsa w diecie. Można przeczytać o tym w tysiącach miejsc w sieci. I pewnie też już o tym wiesz. Ważne w tym przykazaniu jest jednak to, żeby nie zapomnieć o dostarczeniu ciału odpowiedniej ilości białka – tu z pomocą przyjdą nam strączki, konopie (moje ulubione), kasze, ziarna, pestki, orzechy, czy też bardziej egzotyczne: spirulina i nasiona chia.

PO PIĄTE: ZREZYGNUJ Z BIAŁEGO – CUKRU, NABIAŁU, MĄKI

O białym cukrze nie ma chyba za bardzo co się rozpisywać. Każdy chyba wie, że nie ma on żadnych wartości, jedynie puste kalorie. Zajadanie emocji słodyczami może być problematyczne w czasie detoksu, ale może warto spróbować podjąć wyzwanie i wykorzystać ten czas na obserwację i zrobienie notatek. Sprawdzić ze sobą, kiedy mi się odpala chęć na słodycze (czy to stres, czy inne emocje, czy nawyk, czy jeszcze coś innego). Być może zastąpienie pączka zdrowszym batonem bez cukru i mąki (np. od Dobrej Kalorii) będzie już jakimś krokiem, a może uda się przetrwać na owocach. Często ochota na słodycze pojawia się, kiedy ciało jest “niedożywione” (za dużo kalorii – za mało substancji odżywczych). Ludzie odżywiający się zdrowo rzadziej mają cukrowe zachcianki.

Kolejny biały produkt, który może nam utrudniać detoks to nabiał. Współczesny nabiał jest w większości produktem nabiałopodobnym, często mocno przetworzonym (mleko UHT, sery żółte, owocowe jogurty, itp). Mleko produkowane na skalę przemysłową, z którego potem powstają sery, jogurty, śmietany i mleczko do kawy, zawiera często hormony, pestycydy i inne takie uboczne produkty nienaturalnego hodowania zwierząt. Nic dobrego dla wątroby z tego być nie może. Medycyna Chińska mówi też o tym, że nabiał powoduje powstawanie śluzu w organizmie, który może powodować zatrzymywanie toksyn, a także problemy jelitowe, bóle głowy, zmęczenie, bezsenność czy ogólny niepokój.

Jeśli trudno ci zrezygnować z nabiału, przerzuć się na sery kozie i fermentowane produkty – kefir, zsiadłe mleko, itp. Trochę mniej sieją spustoszenia. A jeśli nie możesz żyć bez sera, może warto odwiedzić sklep ekologiczny i sprawdzić, czy mają w ofercie jakieś lokalne specjały.

Ostatnia biała zmora to biała mąka pszenna. Niestety to już nie jest ta sama mąka, co kiedyś. Zmodyfikowana i potraktowana pestycydami, zmniejsza wchłanianie substancji odżywczych i może wpływać na nasz układ hormonalny. Warto więc ograniczyć świeże drożdżowe bułeczki, chleb pszenny, burgery, makarony, pizze, ciasta i torty na bazie białej mąki i inne produkty zawierające dużo coraz bardziej problematycznego glutenu. I nie, to nie jest kwestia mody na dietę bezglutenową. Stety niestety badania potwierdzają, że nasz układ pokarmowy nie nadąża ewolucyjnie za zmianami w produkcji mąki i trudno mu ten współczesny gluten trawić.

Zamiast bułek i makaronów lepiej jest wcinać owsianki i jaglanki, kaszę gryczaną i jaglaną, komosę ryżową czy od biedy ziemniaki (o frytkach zapominamy – patrz punkt następny). Jeśli kochasz chleb, to polecam super prosty chleb gryczany – przypis znajdziesz tutaj.

PO SZÓSTE: ZAPOMNIJ O SMAŻENIU

Smażenie to najgorsza forma przygotowywania posiłków. Kropka. Nie dość, że ciężkostrawne toto, to jeszcze często używa się do tego procederu nieodpowiednich olejów albo olejów słabej jakości. Jeśli już musisz smażyć, to smaż ultra krótko i używaj olejów, które dobrze znoszą wysokie temperatury – kokosowego lub z awokado. Opcjonalnie oliwy z wytłoczyn z oliwek. Pożegnaj się z wszystkimi olejami typu Bartek, Kujawski, nawet jeśli mają na etykiecie napisane “do smażenia”. Najlepiej pożegnaj się z nimi na zawsze.

Warto zwiększyć za to spożycie olejów tłoczonych na zimno – na zimno. Olej lniany, rzepakowy, konopny, słonecznikowy, rydzowy – mają mnóstwo potrzebnych tłuszczów, które nie obciążają wątroby.

PO SIÓDME: GRAJ W ZIELONE

W końcu jest wiosna. Wszelkie zielsko na talerzu to błonnik, który rusza nasze jelita do szybszego oczyszczania. Wg Medycyny Chińskiej kolor zielony jest kolorem Wiosny, przemiany Drzewa, a przemiana Drzewa jest powiązana z Wątrobą. Wszystkie zielone produkty będą zatem działać korzystnie na narząd Wątroby i wspierać jej pracę podczas oczyszczania.

I kiedy mówię o kolorze zielonym, to nie mam na myśli mrożonej fasolki szparagowej i groszku w puszcze. Mam na myśli sałatę, jarmuż, szpinak, pokrzywę (wątroba kocha pokrzywę!), natkę pietruszki/marchewki/selera, świeże zioła, brokuły, seler naciowy, liście rzodkiewki czy kalarepy.

Ps. Z liści, orzechów i oleju tłoczonego na zimno powstaje wspaniałe pesto! Polecam pesto z pokrzywy (jak tylko się pokrzywa pojawi).

PO ÓSME: RUSZ JELITA

Ja wiem, że praca zdalna, że wirus i w ogóle, ale jelita nie lubią siedzenia. Jelita lubią ruch. A ruch w jelitach pomaga zapobiegać gromadzeniu się w nich niestrawionych pokarmów. W ogóle ciało lubi ruch, bo wtedy porusza się energia i lepiej działają wszystkie organy. I nie namawiam tu do biegania maratonów – bo detoks to nie jest czas na ekstra wysiłek (take it easy). Spacer po parku, nordic walking, tai chi, joga, qi gong, slow jogging, taniec spontaniczny – na początek tyle wystarczy. Zwłaszcza, jeśli w ostatnim czasie twoją jedyną aktywnością była wycieczka do sklepu raz w tygodniu i spacery po mieszkaniu.

PO DZIEWIĄTE: WYKRZYCZ SIĘ W LESIE

Znasz takie powiedzenie, że “coś mi leży na wątrobie”? No właśnie. Wszystkie zablokowane, niewyrażone emocje kumulują się w wątrobie. Medycyna Chińska mówi głównie o gniewie – że zalegający wkurw obciąża wątrobę. Ale tak naprawdę wszystkie emocje powodują, że ciało jest obciążone dodatkowym stresem. Jeśli czujesz, że ci się zebrało dużo gniewu, że “odpalasz” się pod byle pretekstem, jeśli czujesz ścisk w klatce piersiowej i w żołądku – idź do lasu i krzycz. Weź wdech i z dźwiękiem wywal z siebie cały wkurw (albo ile się da). A jeśli nie możesz się wykrzyczeć, to tańcz – puść muzykę i wytrzep swój gniew. Zawsze coś.

PO DZIESIĄTE: PATRZ NA ZEGAREK

Zegar dobowy wg Medycyny Chińskiej pokazuje, że maksimum energetyczne Wątroby przypada między 1 a 3 w nocy. To znaczy, że w tym czasie twoja wątroba działa najprężniej i najszybciej oczyszcza ciało z toksyn. Bo ma spokój. Jeśli w tym czasie nie śpisz głębokim snem, to nici z detoksu. Chodzenie spać przed północą to połowa sukcesu w procesie oczyszczania ciała. O ile nie nażresz się jakichś ciężkich rzeczy na noc.

I to jest druga kwestia związana z patrzeniem na zegarek. Objadanie się na noc powoduje, że ciało zamiast całą energię włożyć w oczyszczanie, wkłada ją w trawienie. Najzdrowiej jest zamknąć okienko żywieniowe o 19. Jeśli to za duże wyzwanie, to ustaw zegarek na 3 godziny przed snem i nie jedz na kolację produktów, które trawią się długo i potrzebują energii. Czyli nic surowego, zwłaszcza owoców, ani rzeczy z listy powyżej. Ciepła zupa będzie najlepszym pomysłem.

A NA KONIEC PAMIĘTAJ…

#robimyjakumiemy

#detoksniejestzakarę