weganowirus

CZY GROZI CI WEGANIZM ORAZ JAK SIĘ PRZED NIM CHRONIĆ, JEŚLI JESTEŚ W GRUPIE RYZYKA

“Każdy powód jest dobry, by opierdzielić kurczaka z grilla. Nie lubię wegan, bo jedzą jedzenie mojemu jedzeniu” – napisał pewien Marcin w komentarzu pod filmem, na którym mała dziewczynka ze łzami w oczach opowiada, że nie będzie już jadła mięsa, bo mięso to zwierzęta, a zwierzęta są miłe i nie chcą być pieczone w piekarniku.

Każdy powód jest dobry, by opierdzielić* kurczaka z grilla. Nie lubię wegan, bo jedzą jedzenie mojemu jedzeniu

…napisał pewien Marcin pod filmem, na którym mała dziewczynka ze łzami w oczach opowiada, że nie będzie już jadła mięsa, bo mięso to zwierzęta, a zwierzęta są miłe i nie chcą być pieczone w piekarniku.

Marcin weganinem raczej nie zostanie. Raczej też nie ograniczy jedzenia mięsa. Chyba że kiedyś zmieni zdanie pod wpływem bliżej nieokreślonych zdarzeń. Trudno przewidzieć. Na ten moment weganizm mu nie grozi, wegetarianizm raczej też nie. Marcin może spać spokojnie.

Kiedy czytam czasem komentarze pod jakimiś materiałami na temat weganizmu i mięsożerności, to bardzo mocno czuję, że nie z każdym da się dyskutować. Po prostu ludzie często nie słuchają i nie zastanawiają się. Cały czas walczą jedynie o swoją rację. I te komentarze często wyglądają jak takie tłumaczenie się z winy z kontratakiem na końcu. Albo przeradzają się w jakieś nic nie znaczące docinki. Trochę na zasadzie:

“mamo, a on to jest głupi”
“wcale nie jestem głupi”
“jakbyś nie był głupi, to byś tak nie mówił”
“jak nie mówił? prawdy mam nie mówić?”
“to nie jest wcale prawda”
i tak dalej.

Ja już się nauczyłam, że taki na przykład Marcin może nie mieć otwartości, żeby wysłuchać, co jest nie tak w stwierdzeniu “weganie jedzą jedzenie mojemu jedzeniu”. Trzeba by cały wykład zrobić godzinny. A szanse na zrozumienie małe. No i też każda okazja dobra, żeby opierdzielić kurczaka, więc i taki wykład by mógł być dobrą okazją. Lepiej więc nie ryzykować.

Wymyśliłam za to, że stworzę (na własne potrzeby) listę takich “typów” dyskutantów, z którymi o jedzeniu i nie jedzeniu mięsa lepiej nie rozmawiać. A potem pomyślałam, że może ludzie tak czasem reagują jakoś bez sensu, bo się tego weganizmu po prostu boją. W sumie nie wiem, czy pomyślałam to na serio, czy nie na serio, ale pomyślałam. I potem pomyślałam, już chyba żartem, że ja im mogę pomóc się trochę uspokoić.

I może teraz wystosuję ostrzeżenie, że wszystko, co znajduje się poniżej tego zdania, jest absolutnie nieetycznie sarkastyczne. Trochę biję się w pierś, bo wiem, że to nie jest dobra droga, ale cytując klasyka… “ja tak walczę z życiem”.

Czy masz pewność, że nie grozi ci weganizm?

Jeśli martwisz się, że możesz być w grupie ryzyka, to przygotowałam taki mały psychotest. Za każde zdanie, które mówi o tobie, przyznaj sobie jeden punkt i powiedz w myślach “tak, to o mnie”. Nie ma tu żadnej opcji “nie mam zdania”, ani “trochę tak, trochę nie”. Wyniki możesz sprawdzić na końcu.

No to piosenka i zaczynamy!

O tobie czy nie o tobie?

  • Wychowałeś/-aś się w rodzinie, w której co niedzielę na obiad był rosół i schabowy. I nadal w poniedziałek idziesz do pracy ze słoikiem rosołu i kanapką z kotletem od mamy.
  • Mieszkasz z mamą, której tak bardzo jesteś wdzięczny/a, że Cię utrzymuje, iż nie miał(a)byś sumienia powiedzieć jej, że masz sumienie i nie będziesz jadł(a) zwierząt. Nie chcesz mieć matki na sumieniu, więc z dwojga złego wolisz mieć na sumieniu zwierzęta.
  • Wychowałeś/-aś się z silnym przekonaniem, że najważniejsze w życiu jest “co rodzina powie”, więc wszystkie swoje życiowe wybory najpierw delikatnie konsultujesz z ciotkami, opowiadając im o swoich pomysłach na życie, tak jakby twój znajomy już to zrobił i sprawdzasz ich reakcję. Kiedy mówią, że ten weganizm to jakaś chora fanaberia i wylęgarnia gejostwa, to dorzucasz dla niepoznaki: “i jeszcze bez ślubu żyją”.
  • Wierzysz, że jak będziesz pił mleko, to będziesz wielki. A że wciąż czujesz się za mały, to pijesz coraz więcej mleka.
  • Jesteś patriotą i dlatego jesz tylko polskie produkty z polskich sklepów. Nie robisz zakupów nawet w Biedrze, a że jedyny polski sklep w okolicy to piekarnia i mięsny, więc codziennie z dumą wspierasz polską gospodarkę, kupując polski chleb, polską pierś z polskiego kurczaka i kawałek polskiej metki.
  • Gdyby się dało, to kupował(a)byś kurczaki na Aliexpress, ale że się nie da, więc czaisz się na promocje w Kauflandzie (bo czasem rzucają udka po 2,99zł/kg).
  • Nie wyobrażasz sobie, żeby na grillu nie opierdolić karkówki z grilla. Obowiązkowo popijając piwem. Obowiązkowo w towarzystwie znajomych, którzy obowiązkowo popijają karkówkę piwem.
  • Codziennie pakujesz na siłowni, zapijając koktajlem z białkiem serwatkowym, a po siłowni wsuwasz cztery mielone, bo białko to masa.
  • Imponują Ci ludzie, którzy na randce zamawiają krwistego burgera i potrafią zjeść więcej hot wingsów od ciebie.
  • Na pytanie dziecka “skąd pochodzi mięso?” odpowiadasz, że rośnie na tackach w sklepie.
  • Kiedy na imprezie słyszysz jak ktoś mówi, że jest weganinem, wyjmujesz pędko kiełbasy z plecaka i przyłączasz się do rozmowy. Ostentacyjnie odgryzając kiełbasę kawałek po kawałku, opowiadasz o swoim wujku myśliwym, który sam upolował dzika, z którego niby jest ta kiełbasa.
  • Słysząc hasło “wegańska parówka” robisz się od razu cały czerwony i szukasz najbliższego znaku “exit”, żeby w razie, gdyby ktoś kazał ci ją zjeść, wiedzieć, którędy uciekać.
  • Kiedy organizujesz imprezę i wiesz, że będzie na niej jakiś weganin (zapewne jakiś +1, bo nie masz wege znajomych) celowo skreślasz z listy humus i bagietkę, zastępując je mini hotdogami, a chipsy paprykowe zamieniasz na te o smaku bekonu. Jeśli ekipa chce pizzę, to zbierasz zamówienia, ale zawsze zamawiasz pepperoni i mówisz, że chyba się pomylili. Na koniec dodajesz dumnie: “nie myli się, kto nic nie robi”.
  • Wyrzucasz ze znajomych wszystkie osoby, na których profilu pojawiło się zdjęcie lub film o tym jak faktycznie wygląda produkcja mięsa, bo nie chcesz, żeby obrzydziło ci to kiedyś znów kolację.
  • Uważasz, że bardziej prawdziwy jest film “Ratatuj” niż dokument o zmianach klimatycznych, a wszystkim takim propagandowym filmom wystawiasz z automatu jedną gwiazdkę na Filmwebie.
  • W twojej rodzinie wszyscy dożywali w dobrym zdrowiu setki, zaczynając dzień od pajdy chleba ze smalcem i kończąc dzień pajdą chleba z salcesonem. Nie zamierzasz zmieniać sprawdzonych sposobów na długie życie.
  • Wierzysz, że masz już w życiu wystarczająco przejebane, żeby przejmować się jeszcze losem zwierząt albo planety. A też coś ci się od życia należy, chociażby ten schabowy.
  • Wierzysz, że od weganizmu można się nabawić feminizmu, gender i aborcji.
  • Jesteś hodowcą kurczaków, świń lub bydła albo prowadzisz zakład przetwórstwa mlecznego/mięsnego lub ubojnię. I kochasz swoją pracę.
  • Uważasz, że zmiany klimatyczne to nie wynik działalności człowieka, tylko spisek ruskich i chinoli.
  • Wierzysz, że twoja otyłość, cukrzyca i nadciśnienie to kwestia chujowych genów i nic z tym nie da się zrobić.
  • Wierzysz, że mięso jest ci potrzebne, żeby czuć się szczęśliwym człowiekiem, a weganizm powoduje depresję.
  • Uważasz, że weganizm to lewacka moda.
  • Każdy argument za weganizmem obalasz stwierdzeniem, że Jezus też jadł mięso i w ogóle to “czyńcie sobie ziemię poddaną” (jeśli rozmawiasz z osobą wierzącą) albo że tygrys też zjada antylopy (jeśli rozmawiasz z ateistą).
  • Zostawiasz heheszka pod każdym artykułem i komentarzem, które sugerują, że przemysł mięsny ma szkodliwy wpływ na środowisko. A zwłaszcza pod komentarzami, które przedstawiają naukowe dane. Bo bawi Cię jak można dawać się tak nabierać.
  • Uważasz, że obecność dzieci na polowaniach jest ok i chętnie zabrał(a)byś swoje dziecko na takie radosne świętowanie.
  • Mógłbyś z czystym sumieniem napisać publicznie lub polubić jeden z poniższych komentarzy:
    ” Oglądam to jedząc mięso na obiad i czuję się lepszy od tych wszystkich ludzi którzy uważają że jedzenie mięsa jest złe”
    ” A co wy na świnię co zjadła chłopca w wieku 3 lat zostawiając z niego tylko palec? Albo my zjemy świnię albo ona zje nas”
    ” Gdyby zwierzęta nie chciały być zjadane, to by nie były zrobione z jedzenia”
    “A ja będę jadł. Koniec”.

WYNIKI:

2 lub więcej odpowiedzi “tak, to o mnie”
Możesz odetchnąć, weganizm ci nie grozi. Póki co. Bo nigdy nie mów nigdy. Na ten moment jednak wszystko wskazuje na to, że jesteś bezpieczny. Niekoniecznie jest to powód do radości, ale zawsze to jedno zmartwienie mniej.

0-1 odpowiedź “tak, to o mnie”
Jesteś w grupie ryzyka. Aby mieć pewność, czy grozi ci weganizm, czy tylko wegetarianizm lub ograniczenie spożycia mięsa, powinieneś wykonać bardziej szczegółowe testy. Weganowirus może też u ciebie nie dać żadnych objawów. W celu profilaktyki zaleca się dbanie o odporność – nie oglądanie filmów i nie czytanie artykułów na temat szkodliwości mięsa (ani szkodliwości dla zdrowia, ani dla planety), najlepiej nie wdawanie się w dyskusje na temat jedzenia w ogóle. Zaleca się też nie zastanawianie się nad moralnym aspektem hodowli zwierząt – badania wykazały, że jakiekolwiek refleksje mogą prowadzić do zjawiska zwanego dysonansem poznawczym, który – nieleczony odpowiednimi kłamstwami – może u bardziej wrażliwych osób wywołać chęć ograniczenia konsumpcji mięsa, a w skrajnych przypadkach nawet radykalny weganizm.


Mam nadzieję, że trochę was uspokoiłam. W następnym odcinku z cyklu “sarkazm czy ironia” będzie o bardzo groźnych bakteriach: “weganobakter pitoli” oraz “animalus wpierdalococcus”.

A kto ma ochotę, niech się podzieli wynikiem w komentarzu!

Ps. Ten post serio nie miał na celu nikogo urazić. Jeśli tak się stało, uprzejmie przepraszam. I zapraszam do przeczytania mojego Manifestu Blogowego, w którym tłumaczę, dlaczego humor jest nam potrzebny, jeśli chcemy ratować świat.

*W oryginale było “opierdolić”, ale aby za bardzo nie kłuło w oczy, to ocenzurowałam.

2 comments

  • Avatar Gosia H;) pisze:

    Agato! Jestem zachwycona, postem, blogiem i całą tematyką. Spadłaś mi z nieba w odpowiednim czasie;) Od dłuższego czasu stałam jedną nogą w mięsie a drugą w roślinach. Ta mięsna noga już coraz śmielej zaczęła odrywać się od podłoża i pragnęła przejść do ogródka pełnego zieleniny. Ale tym, co mnie powstrzymywało to chyba strach przed wzięciem odpowiedzialności za tę decyzje, która nie dotyczy tylko mnie a całej naszej czwórki. Szczęście w nieszczęściu, że po wczorajszej wizycie z córą u lekarza, dostaliśmy odgórny ban na syfne jedzenie. Zero mięsa, zero mleka i ryb hodowlanych a warzywa maja być tylko bio. Innymi słowy tym moim niezdecydowaniem i brakiem wiary, ze robię dobrze doprowadziłam swoje dziecko do rozbuchanego do granic AZS. Dzięki, że zaczęłaś o tym pisać:) Czyta się Ciebie cudownie a Twoja determinacja motywuje do działania. Teraz tylko pozostaje kwestia przedstawienia nowej diety babciom, które tak łatwo mleczka nie odpuszczą;)

    • Avatar agata pisze:

      Dziękuję za miłe słowa. Trzymam kciuki za decyzje. A o tym jak rozmawiać z babciami chyba napiszę kiedyś osobny post 😉

Dodaj komentarz