Jak zrobić odświeżacz powietrza

JAK ZROBIĆ ODŚWIEŻACZ POWIETRZA Z 3 SKŁADNIKÓW ORAZ CZEMU DZIŚ NAM ŚMIERDZI, CO KIEDYŚ NIE ŚMIERDZIAŁO

Ostatnio wpadła mi w ręce książka “Dom w zgodzie z naturą”, w której miła pani autorka pokazuje jak zrobić odświeżacz powietrza domowym sposobem. I kiedy wpadłam na ten “przepis”, to się zawiesiłam i miałam taką piętnastominutową rozkminę na temat zapachów.

Ostatnio wpadła mi w ręce książka “Dom w zgodzie z naturą”, w której miła pani autorka pokazuje jak zrobić odświeżacz powietrza domowym sposobem. I kiedy wpadłam na ten “przepis”, to się zawiesiłam i miałam taką piętnastominutową rozkminę na temat zapachów.

pomiń rozkminy i przejdź do przepisu

Zastanawiałam się, kto i po co wymyślił odświeżacz powietrza. Taki ten w spraju, który można znaleźć teraz w prawie każdej toalecie w prawie każdej knajpie i w prawie każdym domu. I taki automatyczny, co to sam się aktywuje co parę minut, bez względu, czy ktoś nasmrodzi czy nie nasmrodzi. Niektórzy nawet w domu takie mają automaty psikające (serio, widziałam!). ja się jakoś zawsze tych odświeżaczy intuicyjnie bałam – nie dość, że pod ciśnieniem, to jeszcze psikały zawsze do góry i trzeba było uważać, żeby sobie w twarz nie strzelić tą chemią. Teraz robią już takie psikające na bok, ale nadal one psikają chemią. Są jeszcze różne takie patyczki zapachowe, wiszące choinki do auta oraz inne bajery, o których nie wiem, bo nie potrzebuję wiedzieć, ale w nich pewnie też jest sama pachnąca chemia. A w ogóle za pomysł zapachowej choinki, która pachnie lawendą, to już powinni przyznawać jakieś nagrody. Dobrze, że nie ma jeszcze lawendy o zapachu sosny. Choć pewnie do czasu.

Od kawy do kupy w dwóch krokach

Kiedy wpisałam w moją wyszukiwarkę darmowych obrazków słowo “smell”, pierwsze co się pojawiło, to była kupa. Kiedy wpisałam słowo “aroma”, to się pojawiła… kawa. To brązowe i to brązowe. A jednak. Znam oczywiście ludzi, których odrzuca zapach kawy, niekoniecznie jednak takich, którzy lubią zapach kupy. Moje rozkminy w tym temacie doprowadziły mnie do kilku obserwacji. I to były naprawdę szybkie obserwacje, bo ja wiem, że na tematy tabu nie ma co za dużo myśleć – świat jeszcze nie jest gotowy na takie rozmowy.

Wegańskie kupy vs te perfumowane

Pierwsza obserwacja była dość oczywista. Kupa śmierdzi i zawsze śmierdziała. Mniej lub bardziej (bo jednak kupa weganina śmierdzi mniej niż kupa mięsożercy, możemy się założyć). Kiedy jednak zaczęła nam ta kupa tak przeszkadzać, że trzeba ją perfumować? To jest jedno z TYCH pytań. Co było pierwsze: śmierdząca kupa czy odświeżacz powietrza? Czy odświeżacze powietrza zalały rynek, bo nagle kupy zaczęły bardziej śmierdzieć, czy może nagle ktoś krzyknął “król jest nagi, tfu, kupa śmierdzi”? Kiedyś też niechcący kupiłam papier toaletowy o zapachu… truskawki i zaczęłam się zastanawiać, czy taki papier ma nam umilić sranie, czy obrzydzić truskawki. Pytanie do dziś pozostaje bez odpowiedzi.

Ale przecież nie chodzi o to, żeby nie śmierdziało, tylko żeby pachniało

Więcej o kupie może kiedy indziej. Prawda jest taka, że jakkolwiek nie lubimy smrodów wszelakich, to tak naprawdę chodzi o to, żeby pachniało. Dlaczego to jest takie ważne, żeby wszystko pachniało? Nie wiem. Moje ubrania nie pachną, moja pościel nie pachnie, moja skóra raczej też nie (chyba że idę na randkę – ale tu też nie zawsze pamiętam). Zapachy, które pojawiają się w moim domu, są zwykle wycelowane w moje dolegliwości albo są efektem jakichś szamańskich rytuałów, tudzież kulinarnych eksperymentów. Ale mimo wszystko lubię jak pachnie. Mam jednak wrażenie, że w ostatnich latach coraz większą wagę przywiązujemy do tego, żeby pachniało. Dlaczego? Bo możemy zapach dodać do wszystkiego? Czy to kolejny jest jakiś kulturowy trend propagowany przez firmy produkujące “rzeczy z zapachami”? No nie wiem.

Na szczęście w ostatnim czasie coraz bardziej otwieramy się na naturalne rozwiązania. Swoje pięć minut mają chyba też olejki eteryczne, które dodajemy już nie tylko do aromaterapeutycznych kominków, ale też np. do domowych proszków do prania, zmywania czy kosmetyków. W tym sensie to dobrze. Bo w naturze jest mnóstwo pięknych i leczniczych zapachów, które możemy sobie przynieść do domu skumulowane w małej butelce. W dodatku ich rolą nie jest tylko pachnienie.

Ja szczerze wierzę, że olejki eteryczne mają zbawienny wpływ na nasze zdrowie i samopoczucie, dlatego też zrobiłam ten eksperymentalny odświeżacz powietrza (który specjalnie dla was zobrazowałam na tle Ryana). O olejkach może kiedyś napiszę osobny post. Jeszcze za mało o nich wiem, żeby się wymądrzać.

JAK ZROBIĆ ODŚWIEŻACZ POWIETRZA

SKŁADNIKI (na butelkę 100 ml):
80 ml wody
1 płaska łyżeczka wódki
ok. 50 kropli olejku eterycznego (wg gustu lub zapotrzebowania)
WYKONANIE:
Wlewamy wodę i wódkę do psikającej butelki. Dodajemy olejek i mieszamy. Sprawdzamy, czy moc zapachu jest ok, jeśli nie jest, to dolewamy więcej olejku (generalnie lepiej, żeby nie waliło wódą, ale co kto lubi).

Odświeżacz można używać na różne sposoby. Może stać w łazience (żeby goście mogli sobie psiknąć jak się zawstydzą). Można sobie upachnić pościel przed snem. Albo siebie poperfumować (choć tu lepiej ostrożnie, bo niektóre ubrania nie lubią się z olejkami, a skóra wrażliwa też czasem się buntuje). Można też rozpylić w powietrzu i – tak jak na reklamie – zaciągnąć się z rozkoszą, zamykając przy tym obowiązkowo oczy.

A możecie też w ogóle nie robić tego odświeżacza, bo naprawdę da się bez niego żyć.

Dodaj komentarz