zapiski z kwarantanny

O ĆWICZENIU WDZIĘCZNOŚCI, W RAMACH KTÓREGO Z OKAZJI ŚWIĘTA NIEPODLEGŁOŚCI DZIĘKUJĘ ZA MOJĄ NIEPODLEGŁOŚĆ OSOBISTĄ

Przy okazji narodowego święta niepodległości przyszła do mnie taka mała refleksja na temat mojej niepodległości osobistej. I ta refleksja wywołała w efekcie dużą wdzięczność. Za to, że tak wielu rzeczy już nie muszę. I że tak mało już jest rzeczy, których nie wypada. To jest duża wolność tak zwyczajnie nie musieć.

Nie musieć nic robić w niedzielę. Nie musieć jechać na cmentarz, bo rodzina chce. Nie musieć zmywać naczyń, bo nie wypada kobiecie mieć syfu w kuchni. Nie musieć odbierać telefonów, bo “a może się coś stało”. Nie musieć myć włosów, bo ktoś może przyjść z niezapowiedzianą wizytą. Nie musieć gotować obiadu, bo w niedzielę nie wypada jeść chińszczyzny z budki. Nie musieć mieć czystych okien na święta, itp., itd.

Bardzo lubię tę moją domową wolność. I też tę życiową niepodległość – że można bez ślubu, bez dzieci, bez kariery pracoholika, bez planowania życia na dziesięć lat do przodu i spełniania cudzych ambicji. Bez tej nieustannej wewnętrznej walki, w której podstawowe potrzeby często przegrywają z wszystkimi narzuconymi nam pseudo-przymusami. Można pomyśleć, że to nic takiego, żadne osiągnięcie, ale jednak w wielu oficjalnie niepodległych państwach ludzie wciąż są bardzo podlegli tym niewidzialnym powinnościom – społecznym normom, rodzinnym tradycjom i religijnym nakazom/zakazom.

Ta nasza dziwna Polska jest jaka jest – wciąż uprzedzona, wciąż homofobiczna i ksenofobiczna, wciąż pseudokatolicka, nieekologiczna, politycznie kłótliwa i populistycznie naiwna, ale jednak trochę tej wolności można sobie w swoim życiu zagarnąć (jak już się te trzy lata terapii odbębni). Bo ta wolność jest tak bardzo przecież nam potrzebna. Tak ogólnie – do kochania, cieszenia się życiem i działania. Ja dziś w ramach świętowania cieszę się więc moim domowym lenistwem i żyję bardzo wolno.

Bo mi wolno.

Dodaj komentarz