wegański pasztet

LEKCJA GOTOWANIA INTUICYJNEGO: WEGAŃSKI PASZTET Z WARZYW PO BULIONIE

Ten pasztet zawsze wychodzi inny, więc jest świetną bazą do eksperymentowania. I generalnie trudno go jakoś spektakularnie spieprzyć. No chyba, że zapomnicie, że się piecze i pójdziecie spać.

Zrobiłam ostatnio po raz enty wegański pasztet z warzyw po bulionie i pomyślałam, że to jest super pomysł na pierwszą lekcję używania intuicji w kuchni. A także dobrze wpisuje się w moje ulubione ostatnio motto: #ciekawecosięwydarzy. Bo ten pasztet zawsze wychodzi inny. I generalnie trudno go jakoś spektakularnie spieprzyć. No chyba, że zapomnicie, że się piecze i pójdziecie spać.

Ale poza tym, to to jest pewny deal, bo jak się go dobrze doprawi, to nawet jeśli nie da się go potem pokroić, to będzie pyszną pastą do chleba. Wtedy trzeba przełożyć do słoika i udawać, że to jest taki jak ten ze sklepu i że tak miało być. W dodatku warzyw do bulionu się nie obiera (może seler trochę), więc mamy tu dodatkową oszczędność odpadów.

Jak to się robi?

Po ugotowaniu wywaru wystarczy warzywa odcedzić, połączyć z ugotowanymi strączkami, dodać kilka łyżek mąki dowolnej albo resztki kaszy jaglanej/ryżu z obiadu, łyżkę lub dwie skrobi, płatki drożdżowe i/lub sos sojowy i na koniec ulubione przyprawy i dodatki oraz kilka łyżek oliwy. Cała zabawa zaczyna się na etapie “przyprawy i dodatki”, bo ten pasztet bardzo ich potrzebuje (warzywa oddały już swój smak do zupy, a kasza to kasza, szału nie ma). Ja uwielbiam takie zadania, bo wtedy można puścić wodze fantazji i eksperymentować ze smakami. W tym daniu można spokojnie iść za głosem intuicji i dać się ponieść. Zwłaszcza z przyprawami. Ja ostatnio władowałam cynamon i kurkumę, bo do mnie jakoś wołały słoneczne przyprawy. Poniżej zebrałam kilka wskazówek, jak się bawić robieniem pasztetu. A jak ktoś się boi puścić swoje wodze fantazji, to poniżej wklejam przykładowy przepis (choć gwarantuję, że nie będzie tak satysfakcjonujący jak wasz eksperyment).

Gotowy pasztet można na drugi dzień pokroić na grube plastry i podsmażyć na patelni aż się zrobi chrupiący. A jak się okaże, że jednak wyszedł bez smaku, to zawsze można sobie polać keczupem (sic!).

Kilka wskazówek oraz inspiracji:

  • Jeśli używacie kaszy jaglanej, to dobrze jest ją zblendować z oliwą przed połączeniem z resztą składników. Mnie się nigdy nie chce i nawet uważam, że takie grudki są bardzo spoko.
  • Do pasztetu można dodać pokrojone grzyby, suszone pomidory, oliwki, kapary – generalnie wszystko, co ma wyrazisty smak, a też trochę faktury nie zaszkodzi w gładkim pasztecie.
  • Rozdrobnione orzechy dodatkowo zwiążą masę – polecam poeksperymentować.
  • Sos sojowy zawsze jest polecany, bo ma smak umami, podobnie jak inne takie teryiyaki, rybne, itp. (ja nie mogę, więc dorzucam płatki drożdżowe).
  • Musztarda, chrzan wasabi, pasta curry, sriracha, harrisa, itp. – warte eksperymentu (zajrzyjcie do lodówki).
  • Suszone owoce, zwłaszcza żurawina – warte eksperymentu, szczególnie przed świętami.
  • Koperek, natka pietruszki, natka marchewki – warte eksperymentu.
  • Przyprawy i zioła, które mają mocny aromat – majeranek, rozmaryn, nasiona kolendry, wędzona papryka, oregano, tymianek, goździki, kmin rzymski, mieszanki curry i garam masala – warto po nie sięgać.
  • Szafran – jedna z moich ulubionych opcji (o ile nie mieszamy go z innymi przyprawami). Wystarczy szczyptę nitek szafranu rozpuścić w dwóch łyżkach ciepłej wody, odstawić na pół godziny i dodać do masy. Uwaga, żeby nie przesadzić, bo w nadmiarze szafran może was przeczyścić.
  • Pasta tahini (domowa czy sklepowa) – bardzo ciekawy eksperyment!
  • Czosnek surowy i pieczony – eksperymentujcie!
  • Przyprawy do pasztetu można podsmażyć na oliwie z cebulą, czy też cebulę z przyprawami, żeby uruchomić aromat.
  • Jeśli robicie mleko roślinne, to masa która zostanie po odciśnięciu płynu – do pasztetu!
  • Bataty i dynia – totalnie warte eksperymentu!
  • Mąka konopna lub zmielone nasiona konopi zmieszane ze zmielonym siemieniem lnianym mogą zastąpić kaszę/ryż lub inne mąki mąkę – warte eksperymentu.
  • Polecam eksperymentować też z innymi mąkami – jeśli nie macie ugotowanej kaszy ani ryżu. Nic złego się tu nie stanie, najwyżej pasztet będzie pastą.
  • Jeśli macie starą bułkę lub suchy chleb – namoczcie je w wodzie, odciśnijcie i do pasztetu! #ciekawecosięwydarzy!
  • Słuchajcie siebie i idźcie za głosem intuicji – najbardziej warte eksperymentu!

A teraz muzyka i do dzieła!

WEGAŃSKI PASZTET Z WARZYW PO BULIONIE – PRZEPIS

SKŁADNIKI (na foremkę keksówkę):
ok. 500 ml zblendowanych warzyw z zupy
ok. pół szklanki ugotowanej ciecierzycy lub fasoli
(można zamienić na więcej kaszy)
3/4 szklanki ugotowanej kaszy jaglanej/ryżu
(lub 4-5 łyżek mąki owsianej)
4 łyżki płatków drożdżowych nieaktywnych
1 czubata łyżka skrobi ziemniaczanej lub mąki z tapioki
sok z połowy cytryny (+ otarta skórka, jeśli macie eko cytrynę)
2 łyżki koncentratu pomidorowego
1 łyżeczka syropu daktylowego lub klonowego
(można pominąć, jeśli mamy dużo marchewek)
kmin rzymski
, kurkuma, chili
szczypta cynamonu i wędzonej papryki
sól, pieprz do smaku

czarny sezam do posypania
WYKONANIE:
1. Warzywa po wyjęciu z zupy odcedzamy i blendujemy z ciecierzycą/fasolą i kaszą (dobrze to robić, kiedy kasza jest jeszcze ciepła, wtedy łatwiej pójdzie).
2. Dodajemy pozostałe składniki i mieszamy porządnie aż się zrobi ładna jednolita masa.
3. Przekładamy do foremki wysmarowanej tłuszczem i obsypanej mąką (albo wyłożonej papierem do pieczenia) i posypujemy sezamem.
4. Pieczemy ok. 45-50 minut w 180 stopniach.
5. Studzimy w foremce i wkładamy na parę godzin lub na noc do lodówki.

Dodaj komentarz