seaspiracy

CZTEREMA EMOCJAMI O FILMIE “SEASPIRACY” (BO NIE WIEM, CO INNEGO MOGĘ ZROBIĆ)

Oglądając ten film, próbowałam nie dopuszczać do siebie zbyt silnych emocji – ani strachu, ani smutku, ani gniewu. Jadłam chipsy, żeby się jakoś znieczulić. I kiedy czułam, że mnie zaczyna ściskać coś w płucach, w brzuchu, w gardle, starałam się wtedy nie myśleć o tym, co czuję, tylko, co mogę zrobić, żeby coś zrobić. Jak użyć tych moich emocji do działania. Nie popaść w bezradność i zwątpienie. Nie napisać w myślach na wielkim bilboardzie: #wygińmy.

Ale nie dałam rady.

Zajęcia z filmoznawstwa na studiach wyleczyły mnie z odczuwania strachu na horrorach i thrillerach. Dowiedziałam się, jakie są tricki i schematy budowania napięcia w takich fabularnych filmach, co do czego prowadzi, jak operuje się kamerą, muzyką, ciszą, światłem, charakteryzacją. Miałam nawet fazę, że oglądałam te holiłódzkie produkcje z radością i śmiechem – jak dobre komedie. Ale niedawno odkryłam nieco inny gatunek filmów, które są thrillerami nie do oswojenia – filmy dokumentalne o powstawaniu jedzenia i wpływie, jaki ma nasza kapitalistyczna globalna konsumpcja na środowisko i klimat.

WIEM, ŻE WCIĄŻ MAŁO WIEM

Poderżnięte gardła krów i świń, mielone żywcem kurczaki, rażone prądem kurczaki, “ukrzyżowane” gęsi i kaczki, umierające z wycieńczenia jałówki, cielaki w boksach, króliki w klatkach – cały smród, brud i cierpienie, którym okupiona jest produkcja nabiału i mięsa. Widziałam to wszystko. I myślałam, że wiem już wszystko. Że już nic mnie nie zaskoczy. Że już jestem odporna na te drastyczne obrazy.

Ale nie wiedziałam, że jest jeszcze jedno piekło, które robimy zwierzętom – piekło w oceanach. Że torturujemy też ryby. A w efekcie i w dłuższej perspektywie – także samych siebie.

MOŻE TYLE WYSTARCZY

Oglądając ten film, próbowałam nie dopuszczać do siebie zbyt silnych emocji – ani strachu, ani smutku, ani gniewu. Jadłam chipsy, żeby się jakoś znieczulić. I kiedy czułam, że mnie zaczyna ściskać coś w płucach, w brzuchu, w gardle, starałam się wtedy nie myśleć o tym, co czuję, tylko, co mogę zrobić, żeby coś zrobić. Jak użyć tych moich emocji do działania. Nie popaść w bezradność i zwątpienie. Nie napisać w myślach na wielkim bilboardzie: #wygińmy.

Ale nie dałam rady.

Końcówka, w której pokazany jest z bardzo bliska mord wielorybów na Wyspach Owczych, odkorkowała moje emocje. I nadal nie wiem, co “ważnego” mogę zrobić, żeby coś zrobić. Dlatego piszę ten tekst. Chcę opowiedzieć wam ten film moimi emocjami. Może tyle wystarczy. Na razie.

Być może do kogoś przemówi. Może zachęci do obejrzenia filmu. Może skłoni do refleksji. Może sprawi, że przez jedną krótką chwilę ktoś pomyśli tak, jak ja: “coś tu jest bardzo z tym naszym światem nie tak”. A może po prostu mi ulży. Bo czasem wystarczy być wysłuchanym, kiedy się przychodzi ze swoimi emocjami. I ja to chyba właśnie robię – wysyłam do was pocztówkę z serca. Z prośbą o wysłuchanie.

1. SMUTEK

Czuję smutek, kiedy myślę o tym, że każda puszka tuńczyka, którą w życiu zjadłam i każdy zestaw sushi, mógł kosztować życie wielu innych niewinnych ryb, w tym przecudnych delfinów, a ja o tym nie wiedziałam. Ten smutek jest częścią wstydu – że nie wiedziałam. Że zaufałam, iż nikt mnie w tej kwestii nie okłamie, choć mogłam się domyślić, że tam, gdzie są dotacje i duże pieniądze, dzieje się dużo zła. Czuję smutek, bo nie musimy tego robić, żeby przetrwać, a robimy, mimo zagrożeń i krzywd, które to ze sobą niesie.

Czuję smutek, kiedy widzę ogromne sieci rybackie “pożerające” wszystko, co stanie im na drodze, pozostawiając za sobą wielką martwą pustkę, a zabierając ze sobą nie tylko ryby, ale też pożywienie dla raf koralowych i rośliny, które chronią dwutlenek węgla przed wydostaniem się do atmosfery. Czuję smutek, bo nie musimy tego robić, żeby przetrwać, a robimy, mimo zagrożeń i krzywd, które ze sobą niesie.

Czuję smutek, że co minutę ginie przez człowieka pięć milionów ryb. Że co roku zabijamy 2,7 biliona ryb (2 700 000 000 000), 35 razy więcej niż zwierząt hodowlanych na lądzie (77 000 000 000). Czuję smutek, bo nie musimy tego robić, żeby przetrwać, a robimy, mimo zagrożeń i krzywd, które to ze sobą niesie.

Czuję smutek, że dziesięć tysięcy delfinów co roku traci życie we Francji, jako przyłów, czyli wplątując się w sieci przeznaczone nie dla nich. Że na całym świecie trzysta tysięcy wielorybów i delfinów ginie w ten sam sposób. Tylko po to, żeby miliony ton innych ryb mogły trafić na nasze talerze. I nikt o tym nie mówi. Nikt nas tego nie uczy. Czuję smutek, bo nie musimy tego robić, żeby przetrwać, a robimy, mimo zagrożeń i krzywd, które to ze sobą niesie.

Czuję smutek, kiedy słucham, że podczas gdy rekiny zabijają co roku średnio dziesięć osób, człowiek co godzinę zabija ich od jedenastu do trzydziestu… tysięcy! Że co roku pięćdziesiąt milionów rekinów zaplątuje się w sieci rybackie przeznaczone do połowu innych ryb. Mimo że są jednymi z najważniejszych zwierząt dla prawidłowego funkcjonowania oceanów. Czuję smutek, bo nie musimy tego robić, żeby przetrwać, a robimy, mimo zagrożeń i krzywd, które to ze sobą niesie.

Czuję smutek, kiedy patrzę na wykrwawiające się walenie z żołądkami wypełnionymi starym sprzętem rybackim, zaplątane w sieci ryby i ptaki, zjadane przez morskie wszy łososie, tony zagrożonych wyginięciem tuńczyków na hakach, czy rekiny z odciętymi płetwami, które umierają tylko dlatego, żeby ktoś miał z tego pieniądze. Czuję smutek, bo nie musimy tego robić, żeby przetrwać, a robimy, mimo zagrożeń i krzywd, które to ze sobą niesie.

Czuję smutek, że co roku tysiąc żółwi ginie z powodu plastiku w oceanach, że w samych tylko Stanach Zjednoczonych dwieście pięćdziesiąt tysięcy jest ranionych lub zabijanych przez łodzie rybackie. Przez człowieka. Że przez to sześć na siedem gatunków oceanicznych żółwi zagrożonych jest wyginięciem. Czuję smutek, bo nie musimy tego robić, żeby przetrwać, a robimy, mimo zagrożeń i krzywd, które to ze sobą niesie.

Czuję smutek, że tak wiele gatunków ryb wyginęło, tylko dlatego, że nie potrafiliśmy powstrzymać się przed ich wyławianiem lub wyławianiem innych ryb, od których były zależne. Czuję smutek, bo nie musimy tak robić, żeby przetrwać, a robimy, mimo zagrożeń i krzywd, które ze sobą niesie.

Czuję smutek, że aż 70% ptaków morskich wyginęło, bo nie miało co jeść. Smuci mnie, że nie uczy się nas w szkole, jak ważny jest każdy element tego oceanicznego łańcucha i jak groźna jest dla całego oceanicznego świata każda eksploatująca ingerencja człowieka.

Czuję smutek, kiedy słucham mężczyzny, który zabija walenie i mówi, że woli zabić jednego walenia niż sto kurczaków – że lepiej odebrać jedno życie niż sto. Czuję smutek, że on nie widzi innej opcji – opcji nie zabijania wcale.

2. GNIEW

Czuję gniew, że ze studolarowej, w dodatku mało wartościowej i niesmacznej, zupy z płetw rekina Azjaci zrobili symbol obfitości i nie zastanawiają się, jaki to ma wpływ na środowisko i czy aby nie ma innego sposobu na dokarmienie swojego ego.

Czuję gniew, że zabija się delfiny, tylko dlatego, że są konkurencją dla rybaków, że jedzą za dużo innych ryb, które bez delfinów można by złowić i sprzedać.

Czuję gniew, że firma oznaczająca swoje produkty znakiem “dolphin safe”, jest w stanie zabić 45 delfinów, żeby złowić 8 tuńczyków.

Czuję gniew, że obserwatorzy, którzy mają pilnować zrównoważonego połowu lub zapobiegać nielegalnym połowom, dają się przekupić, a ci, którzy mówią prawdę, dostają kulkę w łeb na oczach własnych dzieci albo są wyrzucani za burtę.

Czuję gniew, że są na świecie ludzie, którzy w imię pieniądza, nie tylko zabijają ryby i zaburzają całe życie oceanów, ale też wyzyskują ludzi i traktują ich jak niewolników. Czuję gniew, że rządzący udają, że takie praktyki się nie dzieją.

Czuję gniew, że wmawia się nam, iż hodowle ryb na morzu (na przykład słynnego szkockiego łososia) są dobrym rozwiązaniem, kiedy te ryby karmi się mączką kostną z innych ryb, które trzeba było zabić, odchody z hodowli zanieczyszczają wody, a połowa z tych hodowlanych ryb umiera zanim trafi na stół – z chorób i wycieńczenia.

Czuję gniew, że płacze się nad martwymi zwierzętami po wycieku ropy naftowej w Zatoce Meksykańskiej, kiedy w tym samym miejscu ginie więcej zwierząt z powodu komercyjnego rybołóstwa… codziennie.

Czuję gniew, że wielka plastikowa wyspa śmieci na Pacyfiku w prawie połowie składa się z plastikowych sieci rybackich, a nas się karmi historiami o reklamówkach w brzuchu fok i słomkach zjadanych przez żółwie, zrzucając całą odpowiedzialność na nasze codzienne wybory. Czuję gniew, że chcemy robić miliard małych kroczków, zamiast zrobić jeden duży i zająć się dbaniem o oceany odgórnie, systemowo i z polityczną odpowiedzialnością.

Czuję gniew, że żadne organizacje działające na rzecz oceanów, nie mówią publicznie o sieciach, które cały czas zabijają zwierzęta, i to na dużo większą skalę niż słomki i reklamówki – nie tylko w wodzie, ale też na lądzie, nie mówią też głośno, jak wielkim problemem dla planety jest komercyjne rybołóstwo i jak bardzo zagraża ono nie tylko oceanom, ale też nam, ludziom.

Czuję gniew, że mimo iż naukowcy mówią, że musimy wziąć pod ochronę 30% oceanów na świecie, to w rzeczywistości pod ochroną jest tylko 5%, a i tak na 90% tego obszaru nadal prowadzone są masowe połowy. Chronimy mniej niż 1% oceanów.

Czuję gniew, że na dotacje dla sektora rybołóstwa wydaje się tyle pieniędzy, ile potrzeba na rozwiązanie problemu głodu na świecie, a w efekcie nie tylko nadal mamy głód, ale także zrujnowane oceany i wizję gigantycznej katastrofy za kilkadziesiąt lat.

3. STRACH

Czuję strach, że jeśli obecny trend w rybołóstwie się nie zmieni, dożyję czasów, kiedy w oceanach skończy się życie. Że będę obserwować pogłębiający się kryzys z coraz większym poczuciem smutku i bezradności.

Czuję strach, że się nie opamiętamy. Że rządy nadal będą ignorować problem i dotować najbardziej szkodliwe dla środowiska masowe hodowle, choć nie przynosi to żadnych korzyści – niszczy tylko nasze zdrowie i środowisko.

Czuję strach, że w Tajlandii przymyka się oko na niewolnictwo panujące na statkach rybackich, na historie niewolników, którzy z tej “pracy” nigdy nie wrócili – wyrzuceni za burtę. Boję się, że kiedyś tak bardzo zapomnimy się w naszym pędzie za pieniądzem i tanim jedzeniem, że taki wyzysk stanie się normą – już nie tylko na morzu z dala od kamer i świadków, ale też tuż pod naszym nosem. Nie tylko w rybołóstwie, ale w każdej innej dziedzinie, gdzie będzie liczyła się najniższa cena. I nie będę mogła nic z tym zrobić.

Czuję strach, kiedy widzę, jak w Japonii policja prześladuje ludzi, którzy chcą obnażyć prawdę o nielegalnych połowach wielorybów – bo nie tak wyobrażam sobie stanie na straży bezpieczeństwa. Boję się, że kiedyś nie tylko w Japonii takie będzie zadanie policjantów, ale też wszędzie, gdzie niewygodna prawda będzie przeszkadzała w bogaceniu się tych, którzy w dupie mają ryby, ludzi, klimat i środowisko.

Czuję strach, że moi rodzice, którzy jedzą dużo ryb, kiedyś zapłacą za to swoim zdrowiem – że rtęć i inne toksyny przyczynią się do ich szybszej śmierci.

Czuję strach, że postępująca degradacja środowiska odbije się na moim zdrowiu. Że będę musiała wybierać między ratowaniem siebie a troską o planetę.

4. RADOŚĆ

Czuję radość z obserwowania i uczenia się, jak pięknym i mądrym ekosystemem jest ocean. Czuję radość, że te półtorej godziny filmu nauczyły mnie więcej o życiu w oceanie niż 10 lat nauki biologii w szkole.

Czuję radość, bo nauczyłam się:

  • że linami używanymi codziennie do łowienia ryb można by opleść ziemię pięćset razy;
  • że bez rekinów, wielorybów i delfinów ocean umrze;
  • że duże ryby zaganiają na powierzchnię małe ryby, żeby ptaki miały, co jeść i to mi daje wiarę w to, że istnieje śmierć, która ma większy sens;
  • że rafy koralowe żywią się odchodami ryb (wow!) i tych ryb potrzebują;
  • że w 1830 roku wyławiano 1-2 tony halibuta codziennie, a dziś wyławia się taką ilość rocznie, co oznacza, że jego liczebność zmniejszyła się tysiąckrotnie
  • że największe sieci rybackie mogą pomieścić całe katedry lub 13 jumbo jetów, a ciągnięcie ich po dnie oceanu nazywa się trałowaniem;
  • że każdego roku wycina się 10 milionów hektarów lasów, a trałowanie “wycina” miliard hektarów powierzchni oceanów rocznie.
  • że rośliny morskie pochłaniają 20 razy więcej dwutlenku węgla niż lasy;
  • że 93% dwutlenku węgla na planecie Ziemia znajduje się na dnie oceanu – w algach i koralowcach, a utrata 1% tego ekosystemu równa jest wypuszczeniu do atmosfery ilości CO2 równej emisji 97 milionów samochodów;
  • że zrównoważone rybołóstwo nie istnieje i zostało to powiedziane głośno kilka razy
  • że jest bardzo proste rozwiązanie kryzysu w oceanach – zostawić je w spokoju.

Czuję też radość, że są tacy ludzie jak Ali, którzy robią swoją robotę i się nie boją dotykać niewygodnych tematów. Że są tacy ludzie, jak prof. Callum Roberts, prof. Chris Langdon, dr Sylvia Earle, kapitan Paul Watson – którzy dzielą się swoją wiedzą i nie ustają w badaniach nad oceanami. Cieszę się, że są tacy ludzie, jak dziennikarz George Monbiot, jak pisarz Richard Oppenlander, aktywista Cyrill Gutsch. I wielu innych.

No i cieszę się, że jesteście wy – doczytujący do końca.

Film można obejrzeć na platformie Netflix pod polskim tytułem “Ciemne strony rybołóstwa”